• Wpisów: 208
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 7 dni temu, 01:11
  • Licznik odwiedzin: 322 571 / 1358 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
instynkt
 
Już prawie miesiąc mnie tu nie było. Jak ten czas szybko leci…
Mam ostatnio bardzo dużo pracy. Zaszły małe zmiany w firmie. Było zebranie, na którym wszyscy zebrali opierdol za całokształt działań i brak współpracy. Z przyczyn niezależnych ode mnie zwaliło się na mnie więcej roboty. Nowe obowiązki spowodowały, że całe dnie siedziałam w pracy i ogarniałam temat. Niestety na początku odbiło się to na moim związku z K., bo zaniedbałam go. Był na mnie trochę zły o to. Jeszcze jakby tego było mało, to bardzo ostro się pokłóciliśmy. Już sama nie pamiętam, od czego się zaczęło, ale widowiskowo było podobno. Byliśmy wtedy na grillu u znajomej. Oboje pijani, nieustępliwi. Kłóciliśmy się, niby godziliśmy, bo ktoś tam próbował nas pojednać, lecz i tak skończyło się tym, że każde wyszło (ja podobno wybiegłam) z grilla osobno. Następnego dnia pocieszałam się wódką w jakimś barze i tak się upiłam wtedy, że nie pamiętam, jak mnie do domu przywieziono. Później okazało się, że K. walczył wtedy z kolegą w innym lokalu w ten sam sposób i też się tak spili. Jednak ja będąc zła na niego wcale się nie odzywałam, a on obrażony później wyjechał gdzieś w swoich sprawach. Ocknęłam się dopiero wtedy, gdy zadzwonił do mnie i powiedział, że jest bardzo chory. Tak żałowałam, że nie mogę się nim opiekować, gdy on tego potrzebował. A chwyciło go takie przeziębienie, że nie miał siły wsiąść w samochód i wrócić do domu. Został na noc w hotelu. Przespał się, odpoczął i wrócił następnego dnia prosto do lekarza po leki. Potem już był u mnie i sama się nim zajmowałam. Pogodziliśmy się wtedy. Przy okazji też szczerze porozmawialiśmy o nas. To uświadomiło nam, że jak oboje nie spuścimy z tonu, to się pozabijamy w końcu. Tym bardziej, że K. ma silny charakter i potrafi być wręcz władczy momentami. A ja też jestem zawzięta i uparta. Bałam się też wtedy żeby moja znajoma nie wykorzystała tej naszej ostatniej chwili słabości w związku i nie wkroczyła do akcji w odpowiednim momencie. W końcu, nie czekając na dalszy rozwój wypadków, gdy nadarzyła się okazja zrobiłam jej niezwykle wymowną aluzję, że jak zrobi jakikolwiek fałszywy ruch, to pożałuje. Zrozumiała. O czym dowiedziałam się później, gdy obrobiła mi dupę. Stwierdziłam, że nie będę ruszała tej sprawy na razie, bo to śliski temat. Jednak zapamiętam to sobie, więc i tak kiedyś pożałuje. Weekend majowy miałam krótszy niż przewidywałam, lecz bardzo intensywny. K. zrobił mi niespodziankę i zabrał do Zakopanego na kilka dni. Wycieczka bardzo nam się udała. Odpoczęłam psychicznie od tego wszystkiego i spędziliśmy dużo czasu razem, a było nam to obojgu potrzebne.
Teraz znów szara rzeczywistość. Źle się czuję od kilku dni. Jestem osłabiona. Nie dosypiam, nie dojadam i często boli mnie głowa. Chyba muszę w końcu zwolnić tempo, bo nadmiar kawy i papierosów naprawdę mi nie służy. Niby wiem o tym, a tak ciężko zmienić te przyzwyczajenia. Zwłaszcza teraz, gdy mam taki stresujący okres. Jednak zapowiada mi się teraz weekend u rodziców, więc już moja mama zadba o mnie i o to, bym nadrobiła wszystkie zaległości w zdrowym trybie życia i odżywiania przede wszystkim.
  • awatar LotarKing: Po burzy wychodzi słońce podgrzać atmosferę pod nową, lepszą nawałnicę ! Nie ufaj koleżankom. Są bez żadnych skrupułów !
  • awatar Nagi instynkt: @LotarKing: Nie kracz Lotarze, bo teraz jedyne czego pragnę to świętego spokoju, a nie nawałnic w życiu;) Wiem, że koleżanki potrafią być naprawdę podłe, ale ja nie pozwolę sobie żadnej z nich wejść na głowę!
Pokaż wszystkie (2) ›
 

instynkt
 
Należę do kobiet, które nie lubią dzielić się swoją własnością. Jakakolwiek koleżanka nie ma żadnych praw do tego, co jest moje. Tym bardziej, że nie jestem zwolenniczką bliskich przyjaźni damsko – damskich. Seksu, spotkań przy kawie, plotkach, imprezach, wspólnych zakupach – tak, ale nie przyjaźni. Zwierzenia przyjaciółce od serca są najlepszym punktem wyjścia do tego, by zabrała to, na czym nam zależy. Czy to pracę, czy faceta albo awans itp. A potem zaczyna się stara śpiewka: „Jak ona mogła to zrobić!?” A no mogła. Większość tak naprawdę to suki, pozbawione skrupułów, gdy przychodzi co do czego. Wtedy przyjaźń się kończy i ktoś triumfuje, a ktoś zostaje na lodzie. Bywa. Faceci zazwyczaj nie widzą w tym nic złego, że przyjaciółka zaczyna się lepiej nimi opiekować niż ich własna kobieta. Wyrzuty sumienia zazwyczaj zaczynają się po pierwszym seksie, ale to też nie zawsze. No nic, nieważne. Wszyscy czy to ze słyszenia, czy z autopsji wiedzą jak jest. A ja postanowiłam, że nie pozwolę na taki bieg wydarzeń. Swoje terytorium już zaznaczyłam, gdy przedstawiałam K. kilku osobom płci żeńskiej. I nie podoba mi się, że jedna z tych osób za bardzo się nim zainteresowała. Dowiedziałam się wczoraj „w tajemnicy”, że szuka z nim kontaktu. Od początku nie podobało mi się to spojrzenie i zalotny uśmiech. Jestem wyczulona na to zawistne spojrzenie, knujące intrygę. I te jej błazeńskie pytania w stylu: „Gdzie można spotkać takich mężczyzn, jak ty?”, „Skąd się biorą tacy faceci?” No kurwa. Facet uprawia seks z kobietą. Zapładnia ją. Rodzi się dziecko płci męskiej. Dorasta. I mamy mężczyznę. Eureka! Z kobietami jest dokładnie tak samo (musiałam jej to wyjaśnić, bo przecież nie było to oczywiste). Olałam to wtedy. Jednak po ostatnich wiadomościach postanowiłam trzymać rękę na pulsie. Tylko czekać aż w końcu „zupełnie przypadkiem” zacznie się pojawiać tam gdzie my. Podpytałam się delikatnie K., co on o tym myśli. Wprawdzie nie wie, że już próbowała zdobyć jego numer, ale chodziło mi o ogólne rozeznanie. Nie przyniosło to jednak większych rezultatów, bo zaczął się śmiać. Powiedział, że na pewno mi się wydaje, a ona jest po prostu bardzo miła. Tak. Jest tak miła, że chętnie dupy, by mu dała. Może przesadzam, ale ukuło mnie uczucie zazdrości. K. powiedział jeszcze, że jestem jak pies ogrodnika, bo sama nie wezmę i komuś bym nie dała. Odpowiedziałam, że tu mija się z prawdą, bo ja biorę. Cały czas. I chcę go więcej i więcej. I nie mam zamiaru oddawać nikomu. Z czym K. całkowicie się zgodził.
  • awatar Róża Wiatrów: Dlatego właśnie dobrze mieć przyjaciółki o zupełnie odmiennych gustach niż nasze własne. Zapewniam że działa.
  • awatar LotarKing: Masz rację. Kość należy się Tobie. Ty ją trzymasz w zębach.
  • awatar Paulina: Cos mi sie wydaje, ze ty rowniez nalezysz do tego typu kobiet co zabieraja. Zonie M. tez cos podbieralas przez jakis czas. Uwazaj na K. bo mozesz przegrac, jesli "nowe mieso" jest swieze i nieglupie.
Pokaż wszystkie (6) ›
 

instynkt
 
Chwila dla siebie w całym tym wariatkowie, zabieganiu, przejedzeniu. Tych kolorowych pisankach, sztucznych kurczaczkach, cukrowych barankach, baziach, koszyczkach, święconkach i radiowych dyskusjach o tym, czy i jak obchodzimy Wielkanoc. Nic nie koi zmysłów tak dobrze, jak lampka Martini po gorącej kąpieli,  spokojna muzyka w tle i rozmowa z K. Zastanawiałam się wcześniej, czy nie zaprosić go na święta do rodziców, ale stwierdziłam, że to za wcześnie. Zresztą K. nie wykazywał większych chęci by spędzić ze mną te dni. A i mi jakoś nie zależało na tym szczególnie. Mamy jeszcze czas. Teraz wolę pobyć ze swoją rodziną. Ostatnio jest między nami bardzo dobrze. Zarówno między moimi bliskimi oraz mną i K. Sporo czasu razem spędzaliśmy, więc teraz on pojechał do swoich bliskich i znajomych. A ja mam czas dla siebie. W tej chwili czuję radość i ten błogi spokój. Mogę przemyśleć parę rzeczy, zastanowić się nad kilkoma ważnymi dla mnie sprawami. Nie wiem jak to jest, ale tutaj u rodziców jest mi łatwiej usiąść i przeanalizować pewne sprawy. Robię się bardziej refleksyjna, melancholijna momentami, zamyślona. Szczególne dzisiaj. W domu powoli robi się coraz ciszej. Ustają rozmowy i lodówka przestaje być okupowana przez mojego brata na przemian z tatą. Chciałabym tylko przytulić się do K. przed snem. Niestety, musi mi wystarczyć życzenie słodkich snów i spokojnej nocy. A patrząc na moje łóżko, to coś mi się wydaje, że zanim się położę, to będę musiała stoczyć walkę z moim kotem o swoje miejsce. Albo przynajmniej o poduszkę, bo prawie na całej się rozłożył. I już tęskni mi się za K. troszkę…
 

instynkt
 
Spotkałam go w sklepie. W sobotę. W zwykłym pieprzonym supermarkecie! Robiłam zakupy. Jak gdyby nigdy nic stałam przed półką pełną jogurtów i zastanawiałam się, czy lepszy będzie czekoladowy, truskawkowy czy może jednak zostać przy jagodowym? Banalne. Ktoś przechodził. Popchnął mnie ramieniem. Uśmiechnął się przepraszająco i powiedział usłużnie: „przepraszam”. Odwzajemniłam lekkim uśmiechem mówiąc: „nic się nie stało”. I wtedy zza pleców usłyszałam jego głos: „cześć. miło cię widzieć.” Nogi się pode mną ugięły. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Byłam zmieszana. Zaskoczona. Zapytałam głupio: „co ty tutaj robisz?” Po czym sama odpowiedziałam sobie głośno: „no tak. głupie pytanie. przecież ty mieszkasz niedaleko stąd.” (mistrz ciętej riposty – pomyślałam z żałością). Zaczął się śmiać. Nie skomentował tego. Zaczęliśmy rozmawiać. Chwilę. Trochę się spieszył. Wpadł po ostatnie drobiazgi, bo żona robiła kolację dla znajomych. Znów te oczy wpatrzone we mnie. Nawet nie pamiętam co tak dokładnie mi mówił. Że wszystko w porządku u niego. U nich. Układa im się. Pracuje. Sytuacja na rynku jest ciężka. Nie jest już tak dobrze, jak dawniej. O czymś jeszcze rozmawialiśmy. Nie pamiętam już. A tak. Pytał co nowego u mnie. Jak żyję. Jak sobie radzę. Jak w pracy. Dobrze. Bardzo dobrze. Powinnam dziękować temu na górze, że jakoś przeżyłam zeszły tydzień, bo w środę dwa razy by mnie na przejściu dla pieszych przejechano. A przechodziłam na zielonym. Jeden zatrzymał się dosłownie tuż przede mną. Momentalnie gorąco mi się zrobiło. Miło. Nie, nie opowiadałam mu o tym. Nie wdawałam się w szczegóły swojego życia osobistego. I tak wie. Mówił coś o spotkaniu. O wspólnej kolacji. O tym, że o mnie myśli. „czasami. nie. to bez sensu.” Stanowczo tłumaczyłam sobie w myślach wracając do domu. Dłonie mocniej zaciskały się na kierownicy. Noga naciskała na gaz coraz bardziej. Nie pojechałam do domu. Za miasto. Jadąc szybko uspokajałam się. Zatrzymałam się gdzieś za miastem. Zapaliłam papierosa. Emocje opadały. Co mi się stało? Przecież serce nie bije mi szybciej. Nie wzdycham po nocach. Nie płaczę w poduszkę. Nie rozpamiętuję tego. Nie tęsknię. Jestem nieczuła. Więc, co mi się do cholery stało? Nic. Zupełnie nic. Wsiadłam do samochodu. Znów gaz do spodu. Wpadłam do domu. Czułam, że muszę się napić. Zrobiłam mocnego drinka. Gonitwa myśli już ustała. Emocje opadły. Uspokoiłam się. „M. to już przeszłość. przecież jeszcze nie raz możesz go spotkać. daj spokój. M. … nie. nic.” Poczułam obojętność. Nareszcie. Wszystko wróciło do normy. Włączyłam muzykę. Zaczęłam się szykować. Gorący prysznic. Byliśmy umówieni z K. na kolację z kilkoma jego znajomymi. Było świetnie. Wspaniały wieczór. Pod koniec trochę przegięliśmy. Upiłam się. K. prawie wynosił mnie z lokalu.
  • awatar Blondpokusa: Mam wrażenie, że z K. twoje życie chociaż troszkę się ustabilizowało....Z M. raczej nic nowego by Cię nie zaskoczyło. Trzymam kciuki za Ciebie:)
  • awatar Nagi instynkt: @Blondpokusa: Też tak myślę. A poza tym nie chcę wchodzić dwa razy do te samej rzeki - jak to się mówi.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

instynkt
 
Poniedziałek – koszmar. Kłótnia z jakąś młodą, arogancką dziwką – panią menedżer. Tylko przez grzeczność nie spytałam się, ile lodów wcześniej zrobiła swojemu szefowi, żeby dał jej tę pracę. Potem dostałam upomnienie od swojego szefa za niewłaściwe zachowanie. Jak mnie zaczęła wkurwiać, to musiałam jej pokazać, czyj to jest teren i kto tu rządzi. Pomimo tego, że szefa też później wkurzyła i wiedział, że poniekąd miałam rację, to trochę mi się oberwało od niego. No może przesadziłam trochę, gdy powiedziałam jej, że jest impertynencką gówniarą, ale miałam rację. Popołudniu miałam drugą kłótnię. Tym razem ze znajomą z pracy. Dostała opierdol ode mnie za to, że kabluje i podlizuje się kilku osobom. Drogi do awansu chyba szuka. Dowiedziałam się, że zaczęła się dobierać do mojej osoby, więc byłam zmuszona powiedzieć jej, co myślę na ten temat. Nie cierpię takich ludzi. Wyszłam wściekła z pracy. Wtedy zadzwonił do mnie kolega, czy może przyjść wieczorem na drinka, bo też miał ciężki dzień. Wypiliśmy dwie butelki wódki. Pół nocy rzygałam. Skuliśmy się niesamowicie. Wtorek – jeszcze gorzej. Rano myślałam, że umrę w pracy. Praktycznie nie funkcjonowałam i nie kontaktowałam. A jeszcze mnie wszyscy tak wkurzali. Myślałam, że w pewnym momencie nie wytrzymam i komuś przypierdolę. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta ostatnio. Muszę pomyśleć nad jakimś urlopem. Przespałam dzisiaj całe popołudnie. A teraz czekam aż kolega wyjdzie z pracy i zaraz wychodzę z nim na spacer. I chwilę relaksu przy zielonym, tak na lepszy sen i ukojenie nerwów.
  • awatar CzekoladoweJabłko: Bo niektórzy ludzie to życiowe pizdy.. Współczuję, że musisz mieć z nimi styczność.
  • awatar bunnycukino8: zatrulas sie :/ wspolczuje... niektore dziwki w pracy sa straszne!!! szare cipy
  • awatar Lady Dark: NIE DAJ SIĘ DZIEWCZYNO CO CIĘ NIE ZABIJE TO CIĘ WZMOCNI....
Pokaż wszystkie (3) ›
 

instynkt
 
Wiosna. Wiosna wkoło. Cieplejszy wieje wiatr. Wiosna za oknem. Wiosna w uczuciach. Zrobiłam ostatnio kolację dla K. Leżąc w wannie zastanawiałam się, co przygotować. Jednak moje wielkie plany o jakimś wykwintnym daniu spaliły na panewce, bo stwierdziłam, że dawno nie jedliśmy klasycznego spaghetti. A że miałam wszystkie składniki i nie jest to czasochłonne danie, to wynik był przesądzony z góry. Zanim skończyłam brać kąpiel, zrobiło się już dość późno. Założyłam tylko bieliznę. Postawiłam na klasyczny czarny komplet. Zawiązałam biały fartuszek na to i wzięłam się do roboty. Popijając wino, słuchając muzyki, tańcząc i śpiewając jakieś popowe utworki, nawet nie zauważyłam, że czas tak szybko minął. Tym bardziej, iż myślałam, że K. oczywiście się spóźni. Zaskoczył mnie tym razem. Nie spóźnił się. Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi, pobiegłam otworzyć. K. stanął jak wryty, gdy mnie zobaczył. Po czym wybuchnął śmiechem. Stwierdził, że brakuje mi tylko szpilek i jakiejś srebrnej kolii na szyję do kompletu. Zrobiłam naburmuszoną minę. Kiedy skończył się ze mnie śmiać, przytulił mnie i powiedział, że jestem bardzo seksowną panią domu oraz, że częściej mogę go witać w takim stroju. I przywitałam go najczulej jak się dało. Później jedliśmy spaghetti z jednego talerza i karmiliśmy się nawzajem. Siedzieliśmy na dywanie i oglądaliśmy film, popijając wino. Po jedzeniu należy spalić zbędne kalorie i o to już zadbał K., więc końcówki filmu w ogóle nie obejrzałam. A chciałam, ale K. zaczął mnie całować po całym ciele, łaskotać, pieścić i nie mogłam już mu się oprzeć. I nie pozostało mi wtedy nic innego, jak tylko poddać się jego pieszczotom i dać ponieść rozkoszy. Nie opiszę jednak szczegółów, bo na samą myśl o tamtej nocy, nabieram ochoty na seks. Chyba ta pogoda tak na mnie wpływa. Czuję, że poziom hormonów podnosi mi się w organizmie i powoduje, że mam dobry humor i prawie cały czas ochotę na seks. Wczoraj w porze obiadowej już nie mogłam wytrzymać i wyciągnęłam K. na szybki numerek, bo nie mogłam się w pracy na niczym skupić. Zresztą dziś jest podobnie. Niestety K. wyjechał na cały dzień i dopiero wieczorem będę go miała do swojej dyspozycji. A myśli krążą nieustannie wokół jednego… Co bym z nim zrobiła… Co bym mu zrobiła… Jak bym to zrobiła… Gdzie bym to zrobiła… Fantazja podsuwa coraz śmielsze pomysły… Instynkt ogarnij się!
W pracy nie jest już tak wiosennie.
  • awatar gość: pieprzyc prace ;p
  • awatar Blondpokusa: Mam podobnie, od jakiś dwóch tygodni mogłabym nie wychodzić z łóżka...:)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

instynkt
 
Dziś dzień wagarowicza! I pierwszy dzień wiosny!
Niestety! Na całodniowe wagary i ucieczkę z pracy nie mogłam sobie pozwolić. Jednak z tej okazji urwałam się parę chwil wcześniej i wybrałam do fryzjera. Chcę ładnie wyglądać, jak wieczorem wróci K. W zeszłym tygodniu znów wyjechał za granicę. Postanowiłam mu zrobić niespodziankę i będę czekała na niego wieczorem z winem i kolacją. No i może seksowną bielizną…
Zostałam sama na weekend. Miałam go spędzić spokojnie i najlepiej na wiosennych porządkach. Jednak jak zwykle moje plany diabli wzięli i wyszło zupełnie inaczej. W sobotę około południa, gdy byłam na zakupach zadzwonił do mnie kolega i prosił żebym pojechała z nim na imprezę. Nie chciał jechać sam. Nawet pomimo tego, iż umówił się tam na pierwszą randkę. Z facetem. Jest gejem. Potrzebował kogoś, kto dotrzymałby mu towarzystwa, bo randka była w zupełnie innym mieście. I momentami robiłam za przyzwoitkę. Dorośli faceci, a zachowują się jak dzieci. Tamten zresztą też zaprosił koleżankę, co by mi smutno samej nie było, gdy się migdalili do siebie. Nie miałam innego wyjścia. Musiałam się zgodzić. I znów zaczęło się bieganie przy pakowaniu i szykowaniu. Wszystko na wariackich papierach. W gruncie rzeczy, to nieraz lubię takie spontaniczne wypady. I tak oto trzy godziny później siedziałam w aucie, popijając soczek i przeglądając mapę w nawigacji . Czekała nas czterogodzinna podróż. Jednak było całkiem fajnie. Zostaliśmy miło przyjęci. Dobrze się rozmawiało, a kolejne drinki rozluźniały atmosferę. Moi geje mają się ku sobie. Iskrzy między nimi. Telefony, buziaczki, pozdrowionka, tęsknotki itd. W nocy wybraliśmy się na imprezę. Siedziałam sobie w jakimś klubie dla gejów pijąc drinki i obserwowałam parkiet. Oglądałam transwestytę, który podrywał, kogo się dało. Gościa, który na środku parkietu wciągał narkotyki z pierścionka. Amfę najpewniej. Przyznam szczerze, że po raz pierwszy coś takiego widziałam. Myślałam, że takie rzeczy, to tylko w filmach. Najśmieszniejsze było to, że po klubie kręciło się pełno tajniaków. A ten na bezczelnego na środku parkietu wciąga białe aż milo. Rozbawiła mnie ta akcja. Widziałam też dwie ładne lesbijki. Tak namiętnie się całowały, że aż miałam ochotę się przyłączyć. Półnagiego gościa, który tańczył ze swoją dziewczyną. Byli młodzi, namiętni, mokrzy od potu, seksowni, epatowali erotyzmem. Po prostu wirujący seks. Patrzenie na nich rozbudzało moje zmysły. I jeszcze dwóch gejów. Byli przystojni, całowali się, pieścili w tańcu. Miło się na to patrzyło. Po imprezie reszcie zachciało się jeść i postanowili iść na spacer po mieście. To był kiepski pomysł. Zwłaszcza w moich szpilkach. O mało nóg sobie nie połamałam. Robiło się widno, jak wróciliśmy do mieszkania. Jednak najgorszym pomysłem była podróż do domu na mega kacu. To była gorsza katorga, niż spacer po mieście po pijanemu. A jak na złość kolega jeszcze się ścigał z jakimś gościem na trasie. Myślałam, że żołądek wypluję podczas takiej jazdy! Na szczęście jakoś przetrwałam. Mój biedny żołądek też. I teraz na spokojnie mogę iść się szykować i przygotowywać kolację dla K.
  • awatar LotarKing: Napisz koniecznie o kolacji z K ! :-)
  • awatar gość: no i? no i?
Pokaż wszystkie (2) ›
 

instynkt
 
Weekend ogólnie udany, ale czy humor się poprawił? Poniedziałek jest takim dniem, w którym ciężko o dobry nastrój. Tym bardziej, że na dzień dobry byłam dzisiaj na dywaniku u szefa. Wprawdzie nie chodziło o jakieś przewinienie w pracy, lecz o przekazanie „dobrych” nowin. Tymczasowo będę miała więcej obowiązków. Szef stwierdził, że potrzebuje pomocy. Na samą myśl o tym już mi się nie chce, a co dopiero jak przyjdzie mi siedzieć w pracy nad tym wszystkim… bleee…
W piątek popołudniu tak jak planowałyśmy pojechałyśmy z koleżanką do kina. Oczywiście horror w naszym wykonaniu był również komedią. Już podczas pierwszej strasznej sceny, patrzyłyśmy przez palce na ekran i tak się wystraszyłyśmy, że zareagowałyśmy piskiem. Później ogarnęła nas taka głupawka, że popłakałyśmy się ze śmiechu, ale było fajnie. Po seansie wróciłyśmy do mnie do domu i postanowiłyśmy trochę wypić za miniony dzień kobiet. Najpierw było śmiesznie, wesoło, humory miałyśmy wyśmienite, potem już przestało być tak kolorowo, a koniec z końcem upiłyśmy się na smutno. Jednakże drinki z wódką, wino i ptasie mleczko – to nie jest dobre połączenie. Przesadziłyśmy z tą mieszanką i poległyśmy na kanapie. Później razem wymiotowałyśmy w nocy. Wreszcie znów poległyśmy tyle, że już w łazience. O piątej nad ranem obudził mnie dzwonek. Zwlekłam się z podłogi na wpół przytomna. W opłakanym stanie obok spała moja koleżanka. Ledwo stojąc na nogach, otworzyłam drzwi, a tam stał K. Rozpromieniony, zadowolony z siebie, że niespodziankę mi zrobił. Przyjechał prosto do mnie, bo spać mu się nie chciało i chciał sobie ze mną posiedzieć. To miłe. Aczkolwiek nie o piątej nad ranem, gdy mnie już zaczynał dopadać kac morderca! Wtedy też obudziła się koleżanka. K. zobaczył, w jakim stanie jesteśmy i stwierdził, że przyda nam się jego pomoc. Ogarnął trochę nas i mieszkanie. Zrobił herbatę z dużą ilością soku z cytryny. I dał każdej po tabletce przeciwbólowej. Posiedzieliśmy trochę w trójkę. Później zamówiliśmy koleżance taksówkę, daliśmy napój izotoniczny na drogę i wysłaliśmy ją do domu. K. stwierdził, że jeśli tylko na moment spuści mnie z oka, to ja już muszę narozrabiać. I vice versa – odpowiedziałam. Później K. zrobił mi śniadanie i wyciągnął z domu. Sobotnie popołudnie spędziliśmy na mieście załatwiając jego sprawy. Wyglądało to mniej więcej tak, że K. chodził za różnymi rzeczami, a ja siedziałam z butelką napoju i kacem, pilnując auta. W dodatku przez cały dzień było mi cholernie zimno, więc wyjścia na dwór ograniczałam do minimum. Przez resztę weekendu mieliśmy takiego leniwca, że oprócz wyjścia na obiad i spaceru w niedzielę nie zrobiliśmy po prostu nic. Siedzieliśmy na kanapie przykryci kocem, oglądaliśmy filmy i piliśmy drinki. I było nam razem naprawdę dobrze.
  • awatar kaska123: Kaca mordercy współczuję, sama wiem jak to męczy :/
Pokaż wszystkie (1) ›
 

instynkt
 
Wprawdzie – jak to życzył kobietom pewien pan – w moich ustach wczoraj nie pojawił się wymarzony kutas, ale też było fajnie.
K. w środę wyjechał za granicę w swoich sprawach, więc dzień kobiet postanowiłam spędzić z innym panem. Pamiętał jednak o tym żeby wysłać mi bukiet tulipanów pocztą kwiatową. Uroczo. A po pracy pojechałam po Kubę i zabrałam go ze sobą. Gosia od niedawna zaczęła się z kimś spotykać. Jej życie w końcu wróciło do normy po tamtych przejściach. Wzięłam młodego do siebie, aby spokojnie mogła przeznaczyć popołudnie na randkę. Gdy przyjechałam po Kubę, dostałam od niego różę w prezencie. Jednak, aby nie było zbyt słodko, to po chwili z pretensją w głosie kazał zawieźć się na basen, bo „przecież obiecałaś!”. Cały dzień objadałam się w pracy słodkościami od naszych panów, więc pomyślałam w końcu, że ten obiecany basen, to jest dobry pomysł. Popołudniu szaleliśmy na basenie, a później był obowiązkowy punkt programu dla każdego dziecka, czyli McDonald’s. Gdy wróciliśmy do domu, to młody miał jeszcze tyle energii, że do późna siedział grając w gry komputerowe. Mi tym samym nie pozwalając spać, ale i tak wczorajszy dzień zaliczam do bardzo udanych. A dzisiaj wczesna pobudka i teraz jestem niewyspana. Boli mnie głowa. I nawet ten tulipan stojący w wazoniku na biurku nie poprawia mi humoru. Raczej wprawia w melancholię. Drażni mnie ten dzień. Jest mi smutno. Źle się czuję. Tak nijak. Beznadziejne samopoczucie bez konkretnego powodu. Trochę uczucia pustki i samotności. Dobrze, że dziś w nocy K. wraca do domu, to może trochę mnie ogarnie. (Pisząc to zdanie odruchowo napisałam M., a przecież nawet nie myślałam o nim. Spojrzałam i gdy się zorientowałam szybko poprawiłam. Ech... nie wiem co się ze mną dzieje.) Dlatego wieczorem kino na poprawę nastroju. Żeby było śmieszniej idę z koleżanką na horror. Na jakimś romansidle na pewno nie wysiedziałabym. Nie dzisiaj.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

instynkt
 
pulco2
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga
Nagi instynkt:

Wpis tylko dla pulco2

 

 

Blog tylko dla dorosłych

Dalsze strony zostały uznane przez właściela bloga za zawierające treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich (mających ukończone 18 lat). Strony te zawierać mogą w szczególności treści o tematyce erotycznej, a także treści drastyczne lub inne przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując się na zapoznanie z treścią tych stron, czynisz to na własną odpowiedzialność.

Korzystanie ze stron zawierających treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich następuje na ryzyko osoby decydującej się zapoznać z takimi treściami.

Oświadczam, że mam ukończone 18 lat i wchodzę na własną odpowiedzialność.